fbpx

Europejskie korzenie zobowiązują. Test MG ZS Hybrid+

Redakcja Gazety Regionalnej znów zaproponowała mi przejażdżkę samochodem marki MG. Po kierowaniu modelem HS (z pozytywnymi wrażeniami) zasiadłem za kółkiem MG ZS Hybrid+. Czy i ten Chińczyk z brytyjskim rodowodem da się lubić?

Wciąż zastanawiam się, dlaczego Redakcja zwróciła się do mnie z propozycją komentowania nowych na rynku modeli samochodów. Może dlatego, że reprezentuję coraz bardziej typowy (dla Europy – nie tylko Polski) rodzaj kierowców. Tych, którzy z wieloletnim doświadczeniem jazdy samochodami spalinowymi myślą o przesiadce do hybrydy. Mam prawo jazdy od 40 lat (ani jednego wypadku), zaczynałem od maluchów, dwie ostatnie dekady jeździłem kolejnymi generacjami Hondy Jazz (niezapomnianymi i superoszczędnymi!).

Pod urokiem marki MG (z logo wpisanym w charakterystyczny sześciokąt) jestem od dziecka. Jako dziesięciolatek zauważyłem zaparkowany w Osiedlu Sobieskiego lśniący czerwienią kabriolet, opatrzony tymi dwiema literkami. Ostatnio w przesympatycznym serialu „Ojciec Brown”, rozgrywającym się w międzywojniu, jedna z bohaterek podjechała bardzo podobnym autkiem. Co mi przypomniało, jak stara jest ta marka. „Morris Garages” sięga historią roku 1924 i długo była na Wyspach jednym z najpopularniejszych producentów samochodów, szczególnie sportowych. Przetrwała do 2005 roku, kiedy wykupiona została przez chińskich inwestorów. Takich europejskich marek z chińską kontynuacją jest przecież więcej, choćby też brytyjski Jaguar czy szwedzkie Volvo.

Obecnie MG należy do SAIC będącego w skali świata siódmym producentem aut. HS i ZS powstają w fabrykach na terenie Chin, ale biura projektowe znajdują się w Londynie. Mówi się, że stąd w samochodach MG tak wiele rzeczy robionych jest pod gust europejskiego nabywcy. Co z kolei spowodowało, że marka została na naszym kontynencie liderem sprzedaży wśród motoryzacyjnych produktów Państwa Środka. W Wielkiej Brytanii SUV-y z sześciokątem są już wyraźnie widoczne na ulicach od dobrych kilku lat. W Polsce od 2024 roku.

Wcześniej sprzedawany ZS miał napęd benzynowy i znajdował licznych nabywców. Hybryda trafiła najpierw do większego modelu HS, a dopiero w ubiegłym roku w salonach znalazł się mniejszy brat z Hybrydą+. Zelektryzowany ZS zyskał już zmodernizowaną karoserię – w miarę sportową i dość elegancką. Uspokojoną i raczej nie rzucającą się w oczy. Dla mnie ta „buda” ma jeden atut: grill wlotu powietrza nie ma chińskiego charakteru – manifestacyjnego, przez co (w moim odczuciu) bardzo nowobogackiego. Takie samo jest wnętrze – rozmyślnie skromne. Choć miałem możność jeździć autem z najwyższym standardem wyposażenia Exclusive – nie było tam ostentacji. Nawet jeśli znalazła się tam tapicerka z ekoskóry – to nie wyglądała jak imitacja luksusu. Fotele były za to podgrzewane, można było też grzać ręce na kierownicy.

W HS – mimo że daleko mu do europejskiego przepychu marek premium – czułem się jednak nieco onieśmielony. ZS jest skrojone bardziej na miarę niedawnego kierowcy niezapomnianego Jazza – dziesięcioletniego, a więc trochę z innej epoki motoryzacyjnej. Wnętrze mniejszego SUV-a MG jest akurat dla pięcioosobowej rodziny. Stosowną przestronność udało się wykroić przy wymiarach: 4430 mm długości na 1818 szerokości i na 1635 wysokości oraz przyzwoitym rozstawie osi – 2610 mm. Z bagażnikiem 443 l. Rodzina może ruszać na wakacje.

Wnętrze jest nie tylko przytulnie przestronne, ale też ergonomiczne. Wsiadając po raz pierwszy do ZS-a, bardzo szybko się w nim odnalazłem. Cieszyłem się przy tym, że pod elektronicznym ekranem są tradycyjne klawisze obsługujące nawiewy. Niestety głębsze ustawienia np. klimatyzacji trzeba już znajdować penetrując piętra ekranu – z polszczyzną momentami dość enigmatyczną. Ze współczuciem czytałem w Internecie wynurzenia kierowcy, który w deszczową noc próbował zmienić oślepiającą jasność ekranu. Nie sprawdziłem jego bolesnej opowieści – jeździłem MG przy pięknej pogodzie.

Jeździłem z prawdziwą przyjemnością. Jak klasyczny emeryt korzystałem z ustawienia Eco. Mimo to przy wierze w oszczędność doświadczałem naprawdę zadowalających przyspieszeń. W trybie sport można pewnie liczyć na iście rajdowe wrażenia. Ten niepozorny pojazd łączy 1,5-litrowy silnik benzynowy (102 KM) z elektrycznym (136 KM/250 Nm). Ten układ daje łączną moc 197 KM. Daje przyspieszenie od 0-100 km/h w 8,7 s. Tak twierdzi producent i łatwo w to uwierzyć, będąc za kółkiem. Akumulator 1,83 kWh jest ładowany przez wysokowydajny generator 45 kW i zapewnia średnie spalanie w przedziale 5,0-5,1 l/100 km (WLTP) i niską emisję CO₂ wynoszącą 113-115 g/km.

Może przyjemność kierowcy psuła nieco konstrukcja fotela (podgrzewanego i wentylowanego, elektrycznie regulowanego). Przy wzroście ponad 180 cm mam się za szczupłego i tu, i tam. Jednak troskliwie obejmujące siedzenie trochę odgniatało mi biodra.

Wersja ZS-a udostępniona nam przez dealera FC Auto (Częstochowa, ul. Żółkiewskiego 18 – róg Jagiellońskiej i Monte Cassino) była maksymalnie luksusowa. W folderze firmy znajdujemy ją (rocznik 2025) z ceną 107 800 zł. Jednak poziom wyposażenia Standard to tylko 90 000 zł (biały lakier bez dopłaty), a pośredni Excite – 98 900. Niestety za kolory karoserii: czarny, srebrny, zielony, czerwony, szary i niebieski trzeba dopłacić 2 250 zł. Przy tych cenach MG ZS Hybrid+ jest absolutnie do https://gazetaregionalna.com/mg-hs/ rozważenia, jeśli ktoś stawia pragmatyzm ponad europejskie sentymenty.

Tadeusz Piersiak

Zapraszamy oczywiście do odwiedzin w salonie MG w Częstochowie https://mg.fcauto.pl/ i samodzielnego przetestowania samochodu. Jesteśmy ciekawi Waszych opinii na temat MG ZS.

Czytaj także: Legenda po chińsku da się lubić. Test MG HS