Tytuł Pani książki mówi o „wewnętrznym meczu”. Z kim albo z czym tak naprawdę walczymy, próbując pogodzić pracę, relacje i siebie?
Megan Turowska-Kwapisz: Powiedziałabym nawet, że największym przeciwnikiem często nie jest świat zewnętrzny. Najtrudniejsze mecze rozgrywamy sami ze sobą. Z naszym wewnętrznym krytykiem. Z przekonaniem: „muszę dać radę”, „nie mogę zawieść”, „co ludzie powiedzą?”, „muszę być jeszcze lepsza”. Z emocjami, których nie umiemy nazwać, i z ciałem, którego sygnały przez lata ignorujemy. Dlatego stworzyłam M.E.C.Z.®: Myśli – Emocje – Ciało – Zachowanie. Bo zanim coś wydarzy się na zewnątrz, cały mecz często rozgrywa się już w naszym wnętrzu. Myśl uruchamia emocję, emocja wpływa na ciało, a to wszystko przekłada się na nasze zachowanie. I paradoksalnie nie chodzi o to, żeby ze sobą walczyć. Chodzi o to, żeby wreszcie zacząć grać ze sobą w jednej drużynie.
Czy był moment w Pani życiu, który był takim „meczem”, i który sprawił, że zaczęła Pani o tym mówić innym?
– Tak, i było ich kilka. Przez wiele lat sama mierzyłam się z poczuciem, że jestem „niewystarczająco dobra”. Już jako dziecko doświadczałam presji i porównywania do brata bliźniaka. Byłam wrażliwa, empatyczna, bardziej humanistką, ale długo nie traktowałam tej wrażliwości jak swojego geniuszu, który teraz pomaga mi lepiej żyć, prowadzić swój biznes oraz godnie zarabiać. Później przyszły moje dorosłe mecze: biznesowe, relacyjne, emocjonalne. W książce piszę o momentach blokady, rozchwiania i bycia blisko utracenia wiary w ludzi. To właśnie własne doświadczenia, połączone z latami pracy z ludźmi, doprowadziły mnie do stworzenia M.E.C.Z.-u. Dzisiaj mogę powiedzieć: nie uczę czegoś, co znam wyłącznie z książek. Uczę tego, co sama musiałam, zdecydowanie przepracowałam i wiem, że się da.
Dlaczego „miła” to pułapka? Skąd się bierze przekonanie, że kobieta musi być miła, żeby być lubiana i skuteczna jednocześnie?
– Często bardzo wcześnie uczymy się, że grzeczna dziewczynka nie sprawia problemów. Jest pomocna, uśmiechnięta, nie złości się, nie odmawia, nie rozczarowuje innych. A potem ta dziewczynka dorasta i zostaje menedżerką, przedsiębiorczynią, partnerką, mamą… i nadal próbuje zasłużyć na akceptację. Tylko że jest ogromna różnica między byciem miłą a byciem życzliwą. Życzliwość nie wymaga rezygnowania z siebie. Mogę Cię szanować i jednocześnie powiedzieć: „nie” w zgodzie ze sobą i swoimi wartościami. Mogę Cię lubić i mieć inne zdanie. To jest w porządku. Mogę dbać o relację i jednocześnie dbać o siebie.
Co się dzieje z kobietą, która latami mówi „tak”, kiedy w środku chce powiedzieć „nie”?
– Płaci za to. Najpierw drobnymi rzeczami: napięciem, irytacją, zmęczeniem. Potem coraz większym kosztem emocjonalnym, relacyjnym, finansowym. Bo za każdym razem, kiedy mówię komuś „tak”, a sobie w środku mówię „nie”, przekraczam siebie i własną granicę. I tutaj doskonale widać M.E.C.Z. Myślę: „Jak odmówię, to ją rozczaruję”. Czuję lęk albo poczucie winy. Ciało się napina. A zachowanie? Znowu mówię „jasne, zrobię to”. W książce właśnie dlatego nazywam kompetencję asertywności jednym z kroków do emocjonalnej wolności.

Czy mężczyźni w biznesie mają ten sam problem, tylko inaczej go maskują?
– Oczywiście. I bardzo nie lubię zamykania inteligencji emocjonalnej wyłącznie w kobiecym świecie. Pracuję od lat także z mężczyznami, menedżerami, liderami i zespołami. Oni również boją się oceny, odrzucenia, utraty pozycji czy pokazania słabości. Tylko czasem zamiast nadmiernego „tak” pojawia się kontrola, dystans, złość albo unikanie rozmowy. Dlatego w książce świadomie zwracam się przede wszystkim do człowieka, nie do płci. My wszyscy mamy myśli, emocje, ciało, historię i swoje schematy.
Ten sam mecz, inne przebranie – biznes i stomatologia. Czy to ten sam „wewnętrzny mecz”, tylko w innym przebraniu?
– Dokładnie. Zmienia się boisko, ale zawodnicy są ci sami. W dużej organizacji może to być menedżer, który boi się udzielić pracownikowi trudnego feedbacku. W klinice – lekarz, który potrzebuje postawić granicę wymagającemu pacjentowi. W domu – kobieta, która nie potrafi powiedzieć bliskiej osobie: „tego już nie chcę”. W każdym przypadku pracujemy z tym samym mechanizmem: co myślę → co czuję → co dzieje się w moim ciele → jak w konsekwencji reaguję.
Kliniki stomatologiczne to dość niespotykana nisza dla trenera EQ. Co tam się dzieje „pod spodem”, czego pacjent nigdy nie zobaczy?
– Bardzo dużo! [śmiech] Gabinet stomatologiczny jest niezwykle emocjonalnym środowiskiem. Pacjent często przychodzi z lękiem, bólem, wstydem, ale też wysokimi oczekiwaniami, niejednokrotnie pretensjami. Lekarz czy asystentka muszą jednocześnie być profesjonalni, skoncentrowani medycznie, a przy tym wszystkim potrafić zarządzić emocjami – własnymi i pacjenta. Do tego dochodzą relacje w zespole, presja czasu, odpowiedzialność, trudne decyzje, rozmowy, powikłania, reklamacje. Dlatego mówię, że kompetencje medyczne decydują o jakości leczenia, ale inteligencja emocjonalna w ogromnym stopniu wpływa na to, jak człowiek tego leczenia doświadcza. Pacjent może nigdy nie zobaczyć tego, co dzieje się „pod spodem”. Ale doskonale poczuje, czy trafił do miejsca, w którym jest spokój, pewność, empatia i jasne granice.
Czy „nie” wypowiedziane do szefa i „nie” wypowiedziane do partnera czy mamy to ten sam mięsień?
– Tak, ale z różnym obciążeniem. Mechanizm asertywności jest podobny: rozpoznaję swoją potrzebę, uznaję, że mam do niej prawo, komunikuję ją i jestem gotowa przyjąć reakcję drugiej strony. Natomiast emocjonalna cena może być zupełnie inna. Łatwiej czasami powiedzieć „nie” klientowi niż własnej mamie, bo w bliskich relacjach uruchamia się cała nasza historia.
Dlatego mówię, że asertywność to mięsień emocjonalny. Nie budujemy go jedną wielką rozmową. Budujemy go małymi powtórzeniami.
Granice bez poczucia winy. Jak wygląda pierwszy krok, kiedy kobieta mówi: „nie umiem odmawiać”?
– Nie zaczynam od uczenia jej pięciu pięknych zdań do odmawiania. Najpierw pytam: „Co myślisz, że się stanie, kiedy powiesz nie?” Bo tam zwykle ukrywa się sedno: „przestanie mnie lubić”, „uzna mnie za egoistkę”, „obrazi się”, „stracę klienta”. Bo często wyzwaniem nie jest to, że nie potrafimy powiedzieć „nie”. Kłopotem jest to, co naszym zdaniem wydarzy się później.
Dopóki nie dotrzemy do tego przekonania, możemy znać nawet sto technik asertywności — i nadal bać się ich użyć. Granice zaczynają się nie od słów. Zaczynają się w głowie.
Czy asertywność da się poczuć w ciele, zanim poczuje się ją w głowie?
– Zdecydowanie. Ciało bardzo często wie wcześniej. Przed trudną rozmową może pojawić się ścisk w brzuchu, suchość w gardle, napięcie mięśni, przyspieszony oddech. W M.E.C.Z.-u ciało nie jest dodatkiem – jest jednym z czterech podstawowych elementów. Dlatego zanim odpowiesz automatycznie, warto zrobić coś bardzo prostego: zauważ ciało, nazwij emocję i dopiero wybierz reakcję. Inteligencja emocjonalna zaczyna się właśnie w tej krótkiej przestrzeni pomiędzy bodźcem a naszą świadomą odpowiedzią.
Balans jako mit czy wybór. „Growth and Balance” – czy te dwie rzeczy w ogóle idą w parze?
– Dla mnie balans nie oznacza, że każdego dnia mam idealnie po 25 procent na pracę, rodzinę, rozwój i siebie. Takie życie moim zdaniem praktycznie nie istnieje. Balans jest bardziej umiejętnością zauważenia, kiedy któraś część mojego życia zaczyna zabierać mi za dużo. Można bardzo szybko rosnąć biznesowo i jednocześnie kurczyć się emocjonalnie. Można mieć sukces, pieniądze, pozycję i świetne zdjęcia w social mediach, a wieczorem nie mieć siły rozmawiać z najbliższymi. Dlatego wzrost bez samoświadomości może mieć bardzo wysoką cenę. W książce pytam wprost, czy chcemy jedynie „jakoś” przeżywać życie, czy naprawdę czuć jego jakość. Bo dla mnie prawdziwy sukces to nie tylko to, jak wysoko dojdziesz, ale też w jakiej kondycji dotrzesz na szczyt.
Czy widziała Pani firmy, które „wygrały” wzrost, ale przegrały ludzi po drodze?
– Tak. Firma może dowieźć wynik i jednocześnie stworzyć środowisko, w którym ludzie są zmęczeni, przestają mówić prawdę, boją się popełniać błędy i tracą zaangażowanie. I wtedy na Excelu przez jakiś czas wszystko może wyglądać pięknie. Tylko że pod spodem zaczyna rosnąć koszt: konflikty, rotacja, absencje, brak zaufania. Dlatego mówię liderom: wynik i relacja nie muszą być przeciwnikami. Dojrzałe przywództwo potrafi zadbać o jedno i drugie.
Coś do zabrania ze sobą. Co powiedziałaby Pani kobiecie, która „wygrywa” na zewnątrz, ale w środku czuje pustkę albo zmęczenie?
– Powiedziałabym jej: „Nie musisz od razu zmieniać całego życia. Najpierw sprawdź, w którym momencie przestałaś być w nim ważna dla samej siebie.” I przyjrzyj się swojemu M.E.C.Z.-owi.
M – Myśli: Jak dziś do siebie mówisz? Wspierasz siebie czy jesteś swoim największym krytykiem?
E – Emocje: Co naprawdę czujesz, kiedy nie musisz już przed nikim udawać, że wszystko jest dobrze?
C – Ciało: Co od dawna próbuje Ci powiedzieć zmęczeniem, napięciem, brakiem energii?
Z – Zachowanie: Co robisz wciąż tak samo, chociaż wiesz, że już Ci nie służy?
Bo można wygrać stanowisko, pieniądze, firmę, uznanie innych… i po drodze zgubić siebie. Dla mnie prawdziwa wygrana zaczyna się wtedy, kiedy sukces, który budujesz na zewnątrz, nie wymaga od Ciebie przegrywania ze sobą w środku. I właśnie dlatego napisałam tę książkę. Nie po to, żeby człowiek stał się perfekcyjny. Tylko żeby był bardziej sobą: świadomie, odważnie i z sercem.
„Wygraj swój wewnętrzny M.E.C.Z.” to coś więcej niż książka. To zaproszenie do spotkania z najważniejszą osobą w Twoim życiu — z samym sobą. Zabieram Cię w podróż przez cztery obszary, które każdego dnia wpływają na jakość Twojego życia: Myśli, Emocje, Ciało i Zachowanie. Znajdziesz w niej nie tylko wiedzę, ale przede wszystkim praktyczne narzędzia, ćwiczenia, inspirujące rozmowy, kody QR i pytania, które mogą zmienić sposób, w jaki myślisz, czujesz i działasz. To książka, do której możesz wracać w różnych momentach życia. Kiedy potrzebujesz odwagi, chcesz postawić granice, lepiej zrozumieć swoje emocje albo po prostu zadbać o siebie.
Bo nie chodzi o to, żeby wygrywać ze wszystkimi dookoła. Chodzi o to, żeby w pogoni za sukcesem nie przegrać najważniejszej relacji – tej ze sobą. „Ta książka to doświadczenie – nie tylko tekst. Znajdziesz w niej: kody QR z eleganckimi materiałami, prezenty i narzędzia do pracy własnej, nagrane przeze mnie video, prowadzone medytacje, elegancki workbook, który prowadzi Cię krok po kroku. Czyli nie zostajesz sam z wiedzą — masz proces.”

Megan Turowska-Kwapisz– Ekspertka Inteligencji Emocjonalnej, Trener biznesu HRD BP, przedsiębiorczyni od 2014 roku, coach MLC oraz autorka książki „Wygraj swój wewnętrzny M.E.C.Z.”. Od 15 lat pracuje z liderami, menedżerami, przedsiębiorcami, lekarzami i zespołami, pokazując, że o jakości biznesu bardzo często decyduje to, jak potrafimy zarządzać sobą i budować relacje z innymi. Twórczyni autorskiego modelu M.E.C.Z.® – Myśli, Emocje, Ciało, Zachowanie, który pomaga rozwijać samoświadomość, zarządzać emocjami, stawiać granice i budować bogate relacje – zawodowe i prywatne. Jako prelegentka występuje na konferencjach i wydarzeniach biznesowych, dzieląc scenę z uznanymi ekspertami, przedsiębiorcami i osobowościami polskiego biznesu.
Na scenie łączy ekspercką wiedzę z energią, autentycznością i praktycznym podejściem do rozwoju człowieka. Uczy inteligentnej emocjonalnie komunikacji, asertywności oraz prowadzenia trudnych rozmów z K.L.A.S.Ą. – bez agresji, uległości i niepotrzebnych konfliktów. Jej filozofia jest prosta: Możesz wygrywać na zewnątrz. Ale najważniejsze zwycięstwa zawsze zaczynają się od środka.
mat. Her Time
Czytaj także: Her Time. Rośnij, ale nie kosztem siebie
